Kubotowi niestraszny był żaden horror Wimbledonu

Kubotowi niestraszny był żaden horror Wimbledonu

Michał Skiba

Polska

Aktualizacja:

Polska

Kubotowi niestraszny był żaden horror Wimbledonu

©AP/EAST NEWS

Tata mówi o nim "specjalista od horrorów", Wojciech Fibak uważa, że go przebił. Sobota była wielkim dniem polskiego tenisa. Łukasz Kubot zdobył drugi w karierze tytuł wielkoszlemowy. W finale deblowego Wimbledonu - w parze z Marcelo Melo - pokonał duet Olivier Marach/Mate Pavic 5:7, 7:5, 7:6, 3:6, 13:11.
Kubotowi niestraszny był żaden horror Wimbledonu

©AP/EAST NEWS

Około godziny 21.30 organizatorzy zdecydowali się zamknąć dach nad kortem centralnym All England Clubu w Londynie. Piąty set morderczego finału debla pomiędzy duetem Łukasz Kubot/Marcelo Melo i Olivier Marach/Mate Pavic trwał w najlepsze - był remis 11:11, a w liczbie wygranych punktów też był pat (po 183 wygrane punkty). Gdy „pękła” już czwarta godzina gry, ten kwadrans na zadaszenie kortu był chyba najważniejszym momentem w karierze Kubota.
Polak w tym finale przechodził przez kilka kryzysów, zwłaszcza przy serwisie. Austriacko-chorwacki debel miał nawet trzy „breakpointy” przy stanie 8:8 i wydawało się, że zaraz będzie serwował po mistrzostwo Wimbledonu. Kubot zrobił swoje, poraz kolejny pokazał, że w Londynie jest po prostu niezniszczalny. Po powrocie do gry najpierw wraz z Melo wygrał „na sucho” swojego gema serwisowego, po czym Marach (który grał w parze z Kubotem w latach 2009-2010) przy swoim podaniu nie wywalczył nawet punktu.

- Przy stanie 8:8 i 0:40, gdy wcześniej sami nie wykorzystaliśmy dwóch piłek meczowych, można było zobaczyć, jak silny psychicznie jest Łukasz. Ja wtedy musiałem być cierpliwy, to Łukasz serwował, a ja nie miałem nic do powiedzenia. On zdobywał punkty. Wiem, że ma świadomość, jak mocny mentalnie jest i jak silny może być. W sobotę wszyscy to widzieli. Zgadzasz się? - zagaił do Polaka Marcelo Melo, ale ten przez długi czas nie potrafił wykrztusić słowa.

Pomógł Brazylijczykowi spełnić marzenia. Melo już grał raz w finale deblowego Wimbledo-nu, ale poniósł porażkę. Po sobotnim triumfie Melo i Kubot mają w CV po dwa triumfy wielkoszlemowe. Polak wygrał w parze z Robertem Lindstedtem Australian Open w 2014 roku, Melo z Chorwatem Ivanem Dodigiem wygrał przed dwoma laty turniej na kortach im. Rolanda Garrosa. Kubot o Wimbledo-nie marzył równie mocno. - Chodząc tutaj, patrząc na kort centralny, przechodziły mnie ciarki. To jest przecież świątynia tenisa. Podczas finału miałem ciarki. Już samo wyjście to wielkie wyróżnienie, odczuwasz dumę. Jesteś tam, gdzie marzyłeś, w miejscu, o którym myślałeś, trenując. Kiedyś musiałem rano wstawać, jeździć rowerem o 6.00, by grać. Ludzie mają marzenia, każdy z nas ma marzenia i to jedno mi się właśnie spełniło - powiedział.

Teraz tenisista z Lubina uda się na krótkie wakacje, a potem wyruszy na tournée po Ameryce Północnej, jego metą ma być oczywiście US Open w Nowym Jorku. Mimo że ma już 35 lat, zapowiada, że jego sportowa dyspozycja jeszcze pójdzie w górę. - Nie myślimy o tym w taki sposób, po prostu patrzymy na kolejny mecz, kolejny turniej i takie podejście się sprawdza. Miami i Indian Wells były bardzo ważne dla naszej przyszłości, bo zagraliśmy kilka turniejów na jesieni. Potem zdecydowaliśmy, że razem rozpoczniemy sezon i się okazało, że nam nie idzie tak, jak byśmy tego chcieli. Nie obyło się bez poważnych rozmów i rzetelnej analizy tego, co musimy poprawić, żeby było lepiej - rzucił Kubot.

Początek krótkiego urlopu będzie miał miejsce - oczywiście - w Lubinie. Tam już czeka na niego tata, który spotkanie oglądał w domu w gronie przyjaciół. - Telefon mam rozgrzany do czerwoności. Już do mnie jadą ludzie z Telewizji Polskiej i TVN. My z rodziną czekamy na Łukasza. Musi nam opowiedzieć, jak to było w tych trudnych momentach. Tak naprawdę otwiera się dopiero przed nami, uwielbia rozmawiać o każdej ważnej akcji. To jest chłopak ze stali, ja go nazywam swoim prywatnym specjalistą od horrorów. To jak wytrzymał presję przy 0:40 i swoim serwisie... To jest jego wielkość. Sam jeszcze nie pisałem do syna, to córka wysyłała wiadomości. Czekam aż przyjedzie do Lubina, wtedy porozmawiamy - powiedział nam Janusz Kubot, ojciec tenisisty, były piłkarz.

Na korcie centralnym, na zaproszenie Kubota, był za to Wojciech Fibak. Oprócz lubinianina to Fibak (Australian Open 1978) i Jadwiga Jędrzejowska (French Open 1939) mieli w dorobku tytuły wielkoszlemowe. W 2005 r. juniorski Wimbledon wygrała Agnieszka Radwańska (10 lat wcześniej dokonała tego Aleksandra Olsza). Jędrzejowska i Radwańska grały też w finale seniorskiego singla, ale przegrały. Kubot ich przebił, jako jedyny Polak ma na koncie dwa zwycięstwa w „dorosłym” wielkim szlemie. - Łukasz nas przebił. Wyprzedzam go tylko pod względem liczby wygranych turniejów, choć zwycięstwo na kortach wielkoszlemowych liczy się jak 20 zwycięstw w innych zawodach. Cieszę się, że to właśnie jemu się udało - powiedział Fibak, na którego Kubot zwykł wołać „Panie mentorze”.

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sportowy24 na Facebooku

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej